START CZAS I STAROŚĆ  PRACA ZE ŚWIATEM  RELACJE 
ENGLISH VERSION
 

 
  NASZE PROJEKTY
WIĘCEJ NA TEN TEMAT
KALENDARIUM
relacje - więcej  
 

Ursula Hohler i Bogna Szymkiewicz-Kowalska

W TROSCE O CAŁOŚĆ
(o kobietach, mężczyznach i nie tylko)

Droga Czytelniczko - Drogi Czytelniku,
Wydaje nam się ważne, abyś wiedział, jak doszło do powstania tego artykułu. Zaczęło się od wywiadu z udziałem dwóch kobiet - psychologów pracujących z procesem. Jedna z nich (początkowo prowadząca wywiad) pochodzi z Polski, druga (ta, która miała odpowiadać na pytania) - ze Szwajcarii. W miarę swego przebiegu wywiad ten coraz bardziej przeradzał się w dialog, mający strukturę spirali, ze swoim własnym procesem cyklicznych obrotów wokół pewnych głęboko angażujących nas kwestii.
Pierwsza część naszego dialogu miała miejsce w Polsce, latem 1997 roku, niedługo po wielkiej powodzi, która zniszczyła dużą część kraju. Miałyśmy uczucie, że ta "energia powodzi" obecna była zarówno w formie, jak i treści naszej rozmowy. Coś usiłowało uwolnić się ze swojego zwykłego, unormowanego koryta. Zadziwiła nas i zafascynowała ta siła, próbowałyśmy zrozumieć ją jako część pola i zawrzeć w tym, co robiłyśmy.
Po raz drugi rozmawiałyśmy w Zurichu w maju 1998. Zastanawiałyśmy się nad poprzednią częścią naszego dialogu, poruszałyśmy kwestie, które wydawały nam się pominięte i zastanawiałyśmy się, jaki kształt nadać naszym rozważaniom.
Tak więc artykuł, do którego lektury chcemy Cię teraz zaprosić, powstał jako efekt naszej wiedzy i doświadczenia, ale także naszej otwartości na nieznane, na przepływ energii i innych dziwnych sił działających wokół nas. Zmagałyśmy się z formą, która w końcu okazała się daleka od jasnej i linearnej struktury wywiadu. Jako element porządkujący zdecydowałyśmy się wykorzystać podział naszej rozmowy na "cykle", którym nadałyśmy tytuły.

Zanim zaczniemy: jak trudno jest poruszać kwestie związane z płcią / progi, zaprzeczenia, lęk i siła / w jaki sposób unikamy przyglądania się naszym progom


Bogna: Pamiętam moment wahania, zanim zaczęłyśmy rozmawiać. Zastanawiałam się, jak ludzie zareagują na to, że poruszamy kwestie dotyczące mężczyzn i kobiet. Jak myślisz - dlaczego w momencie, gdy dotyka się kwestii kobiet i mężczyzn, czy feminizmu, pojawia się tyle napięcia, tyle zaprzeczania i dowcipów, "obśmiewających" całą sprawę, zanim jeszcze cokolwiek się o niej powie?
Ursula: Czy nie sądzisz, że to po prostu próg? Tak jest ze wszystkimi trudniejszymi tematami. W Szwajcarii na przykład, dzieje się tak gdy porusza się temat związku Szwajcarów z Holocaustem i spraw finansowych, w które zaplątani byliśmy w czasie II wojny światowej. A ludzie zaczynają od razu "No nie, tylko nie o tym... Czy ty też uważasz, że..."
Myślę, że chodzi tu o zaetykietowanie spraw, z którymi nie chce się mieć do czynienia: trochę sobie z nich żartujesz, albo robisz sobie z nich zabawę, albo lekceważysz ludzi, którzy chcą się nimi zająć i w ten sposób unikasz tych spraw.
A też kiedy zaczynasz się zajmować problemem nadużyć, ludzie mówią często: "O nie, tylko nie o tym!" - i znowu przestaje się o tym mówić.
Bogna: Jest taka rola, która mówi: Po co to całe zamieszanie wokół mężczyzn i kobiet? To tylko utrudnia stosunki między nami. Był spokój i wszystko było w porządku, a teraz, przez ten cały feminizm, wszystko zrobiło się trudniejsze. Nie ma dobrych nowych wzorców, nowych rozwiązań, tylko same kłopoty.
Ursula: Może więc powinnyśmy zwrócić też uwagę na to, że niektórzy ludzie obawiają się mogącego towarzyszyć takim kwestiom zranienia. Poruszanie tego tematu może być bolesne. Z jednej strony można dotknąć jakichś traumatycznych przeżyć, jakieś głębokie uczucia i przemoc mogą wyjść na jaw i wprowadzić kogoś w odmienny stan świadomości. Z drugiej strony to dla nas wszystkich bardzo trudne, kiedy dzieli się nas na "kobiety" i "mężczyzn". Kiedy wkłada się nas w jakieś ustalone role i przestaje traktować jako osoby.
Nie wiem - może zaczniemy po prostu od tego, co same przeżywamy i co widzimy, a potem zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.

Różne podejścia do zagadnień tematu "kobiety - mężczyźni" / sposoby myślenia i unikania / rozumienie jako przeciwieństwo odczuwania


Ursula: Więc zróbmy tak. Zadaj mi pytania, które przygotowałaś, porozmawiajmy sobie trochę, ale przyjmijmy, że nie wiemy, co się wydarzy. Może to wykorzystamy, a może nie, dla mnie to żaden problem. Bo chciałabym czuć się... swobodnie. Nie mam ochoty na to, żeby mieć "program", nawet jeśli miałby to być "program zorientowany na proces"...
Bogna: To dobrze. Podobnie jest ze mną. Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale nawet nie udało mi się przygotować pytań takich, jak zwykle.
Ursula: Więc jest w tym coś naprawdę ważnego. Nie pozwala nam to zrobić tego wywiadu zgodnie z konwencją. Więc zróbmy to, na co mamy ochotę.
Bogna: Zgodnie z konwencją - oznaczałoby to jasne, intelektualne stwierdzenia dotyczące poszczególnych problemów. Ale te problemy również odczuwamy, nosimy je w sobie, cierpimy, gubimy się w wątpliwościach - to też chyba jest ważny sposób, w jaki obcujemy z nimi w naszym życiu. Chociaż w naszych wciąż jeszcze bardzo racjonalnych czasach, rzeczy, które da się zrozumieć cenione są o wiele wyżej niż...
Ursula: ... niż to, co trzeba poczuć czy przecierpieć. Jak tylko coś da się jakoś wyrazić, nadać temu czemuś przejrzystą formę, przepracować to czy choćby przeanalizować, to mamy poczucie, że to jest znacznie łatwiejsze. Ale po prostu być z tym, to trudne. Na początku trudno jest określić, co "to" w ogóle jest.
Bogna: Ten rodzaj odczuć bywa łatwo patologizowany, wydaje ci się, że natychmiast musisz z nimi coś zrobić...
Ursula: Łatwo też je odrzucić, jeśli tylko - zamiast się nimi zajmować - możesz zająć się czymś innym, co bardziej pasuje do twojego systemu wartości czy przyjętego paradygmatu. Wiem, jak to wygląda w moim własnym wypadku: jeśli mam jakieś problemy, na przykład czuję się przygnębiona czy też mam wrażenie, że moje uczucia są "nieadekwatne", to często nie jestem w stanie w ogóle zauważyć, że to jest ciekawe czy ważne. Potępiam się za to, że znalazłam się w takiej sytuacji czy że mam takie odczucia. Nie wiem, co to tak naprawdę jest, po prostu czuję coś, do czego trudno mi dotrzeć. Głębsze wejście w to wszystko wymagałoby ode mnie, żebym bardziej demokratycznie traktowała te części siebie samej, w które nie bardzo chcę wchodzić.
Bogna: Ja też to znam. Często mi się wydaje, że muszę szybko coś zrobić z dziwnym nastrojem czy głębokim uczuciem, zamiast mu zaufać. Tak jakby "zaufanie" nie było dobrym sposobem podejścia do tych części naszego wnętrza.
Pójście głębiej natrafia również na próg kulturowy: zrezygnować z analizy, intelektualnego zrozumienia oznacza sprzeciwić się dominującemu w naszej kulturze paradygmatowi.
Ursula: Tak. Przywodzi mi to na myśl jeden z mitów brazylijskich Indian z Amazonii. Poza innymi swoimi aspektami, mit ten ukazuje wyrazisty obraz dynamiki niezależnego od twoich chęci przymusu przekraczania ograniczeń kultury. Mit ten zawiera różne wersje opowieści o młodej wieśniaczce, szczęśliwej małżonce, która co noc zasypia w ramionach swego męża. Lecz każdej nocy jej głowa opuszcza resztę ciała, męża, namiot, wioskę i leci na żer do innych wsi. To, co tam zje, pozwala jej przetrwać.

Robienie miejsca dla innego rodzaju mądrości / dwaj twórcy


Bogna: A więc, poruszając się na co dzień w naszym racjonalnym paradygmacie, szukamy teraz innego rodzaju "pokarmu", może jakiegoś innego rodzaju mądrości, której istnieniu często się zaprzecza...
Ursula: Powszechnie znany mityczny wzorzec stworzenia, zawierający postać męskiego herosa ćwiartującego jakąś pierwotną, niezróżnicowaną (najczęściej kobiecą) istotę - rozczłonkowującego matkę ziemię - ukształtował nasze pojęcie na temat cywilizacji i nauki. Dopiero dziś wielu ludzi, zwłaszcza kobiet, zaczyna dostrzegać jednostronność tej wizji i trudno uchwytny seksizm, widoczny w tym, że - ceniona wyżej - świadomość wiązana jest z męskością, natomiast niżej ceniona nieświadomość - z kobiecością.
Bogna: Wiedza, dzięki której otrzymałyśmy nasze dyplomy, jest domknięta i ustrukturalizowana. Spostrzega się ją jako naukową, poznaną i przez to wartościową. Bardzo często zostawia ona jednak niewiele miejsca na dialog i nasze bezpośrednie doświadczenie, o które nam właśnie w tej chwili chodzi... Wygląda na to, że próbujemy na nowo odkryć mądrość, która tkwi w otwartości. Podoba mi się to, jak powiedziałaś kiedyś, że istnieje taka postawa "bycia gotową do zajścia w ciążę". Ta mądrość tworzona jest w każdej chwili, kiedy jest się otwartym na coś, co próbuje się wydarzyć.
Ursula: Może powinnyśmy zwrócić uwagę na to, ile razy w naszej rozmowie użyłyśmy i jeszcze użyjemy zwrotu "nie wiem..." Jest bardzo ważne, aby wyraźnie powiedzieć, że można to rozumieć nie tylko jako oznakę niepewności, lecz także jako próbę pozostawienia miejsca na naszą i Czytelnika reakcję, na myśli i sny, na pojawienie się naczynia, w którym znajdzie swe miejsce żywy proces, na "ciążę" mającą stać się nowym mitem stworzenia.
Praca z procesem jest pod tym względem bardzo kobieca. Czeka na to, co ma się zdarzyć; wchodzi w to, co Arnold Mindell nazywa "stanem śnienia" i pozostaje otwarta na poziom odczuwania, w którym wyłaniają się ledwie dostrzegalne tendencje w jakimś kierunku...
Bogna: Pomyślałam teraz o pierwszej książce Mindella "Śniące ciało"(1982, wyd. pol. 1993). Pisze on tam, że jeśli próbuje się zrozumieć ciało w kategoriach "chorób" czy "temperatury" - to "śniące ciało" nie jest w stanie odpowiedzieć, bo to nie jest jego język. Jeśli próbujemy coś nieznanego wtłoczyć w znane kategorie, nie mamy szansy dotrzeć do tego czegoś istoty. Dla toku naszej rozmowy ważne jest, aby, jeśli chcemy pozostać otwarte na ten rodzaj receptywnej mądrości, nie usztywniać zbytnio struktury i aby nasze pytania - teraz to lepiej rozumiem - były bardziej otwarte, niż ma to miejsce w konwencjonalnych wywiadach.
Ursula: Zanim pójdziemy dalej, powinnyśmy dostrzec, że ważne są oba rodzaje mądrości. Indianie amerykańscy przedstawiali je jako parę bliźniaczych stwórców: kiełkujący klon, podążający ścieżkami natury i krzemień - przycinający rzeczy, aby ukształtować je według swojej woli.

Różnice w sposobie spostrzegania między mężczyznami a kobietami


Bogna: Co dla ciebie osobiście jest ważne, jeśli chodzi o zagadnienie mężczyźni/kobiety?
Ursula: Psychologia procesu i psychologia w ogóle interesuje się spostrzeganiem. Jest dla mnie bardzo ważne, aby wciąż od nowa uświadamiać sobie, na ile to, że jestem kobietą i że przeszłam właściwy kobietom żyjącym w naszej kulturze trening społeczny, na ile to właśnie kształtuje mój sposób spostrzegania rzeczywistości. Nadało to określoną strukturę mojemu myśleniu o życiu, czemuś, co nazwać by można moim "mitem życiowym", moim oczekiwaniom, mojemu poczuciu czasu. Jeśli nie będę tego świadoma, to może to zadziałać jak filtr, nie pozwalający mi zobaczyć rzeczywistości z innej perspektywy. Na przykład wszyscy bohaterowie mojego dzieciństwa to byli mężczyźni: Aleksander Wielki, Hannibal, Karol Wielki, Sokrates, Platon, wszyscy autorzy książek znajdujących się w bibliotece moich rodziców. Moja wychowana w katolickim szwajcarskim miasteczku przyjaciółka była wręcz zaszokowana, kiedy jako mała dziewczynka po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że dzieciątko Jezus, darzone przez nią taką miłością, było chłopcem, a potem mężczyzną Jezusem. Od wieków w tekstach filozoficznych i naukowych "człowiek" ("human being") znaczy "mężczyzna" ("man"). Fakt, że zdarzyło nam się urodzić jako kobietom, wpływa na nasz sposób spostrzegania świata, na to jak rozumiemy nasze najgłębsze odczucia i naszą rolę w świecie. Ostatnio moja koleżanka, która pracuje z młodymi kobietami zauważyła , jak trudno wciąż młodym dziewczynom rozwijać w sobie poczucie, że są dużo warte, mogą wiele osiągnąć i nie rzutować tych cech na mężczyznę. Na przykład snuć fantazje o tym, że same mogłyby zostać pilotem czy milionerem - zamiast marzeń, żeby za kogoś takiego wyjść...
Bogna: ... a kiedy taka dziewczyna fantazjuje, że mogłaby zostać milionerem, czy w ogóle kimś naprawdę wielkim i ważnym, to zaraz myśli, że wtedy nikt nie będzie chciał się z nią ożenić.
Ursula: Tak, i to jest naprawdę smutne. Można by na przykład myśleć sobie, że się jest Madonną czy kimś takim, ale ma to swoje społeczne następstwa. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że to naprawdę głęboka sprawa. Oczywiście są ludzie, którzy chcieliby temu wszystkiemu zaprzeczyć. Mówią: "Noo, cały ten feminizm, mamy już tego dość, istnieją inne modele, czego jeszcze chcecie, ta koncepcja ma już ze trzydzieści lat". Ale to jest tak głębokie, że 30 lat to mało, to w ogóle nic.
A kiedy rozglądam się po świecie, patrzę na mój kraj, czy Twój, przyglądam się moim przyjaciołom, to przecież widzę, że problem kobiet dotyczy połowy ludzkiej populacji.
Bogna: Więc w jakim miejscu teraz jesteśmy? Gdzie dzisiejsze kobiety mogłyby szukać nowych wzorców?
Ursula: Bardzo ważne są książeczki dla dzieci i bajki, które im opowiadamy. W Szwajcarii są bardzo różne książki dla dzieci: na przykład o małych czarownicach, posiadających czarodziejską moc czynienia, co im się tylko spodoba.
Bogna: A co z dorosłymi kobietami? Mam na myśli to, o co pytała mnie moja przyjaciółka Hania Wieloch, która dużo pracuje z kobietami. Bywa, że kobiety czują się bardzo odpowiedzialne za związki i nawet jeśli te związki są kiepskie, to im się wydaje, że one same żyją tylko po to, by taki związek utrzymać...
Ursula: Sądzę, że pewna część naszych myśli pochodzi z wnętrza i pojawia się za pośrednictwem snów czy fantazji. Druga część jest silniej związana z otoczeniem: wzorcami społecznymi, obowiązującym system przekonań na temat związków, miłości, tego, o co w życiu chodzi. Ważne są oczywiście również warunki zewnętrzne: związek między kobietą i mężczyzną dotyka też sfery pieniądza, zabezpieczenia socjalnego i rangi. Jeśli społeczeństwo stwarza kobiecie możliwość życia w pojedynkę, docenia ją i chroni jako jednostkę - czy ma ona dzieci, czy też nie - to jest to naprawdę duża rzecz.
Jako psychologowie jesteśmy oczywiście zainteresowane życiem wewnętrznym, ale zmiany systemu prawnego również są ważne. Na przykład w Szwajcarii kobiety bardzo długo starały się o utworzenie państwowego funduszu alimentacyjnego i czyniły starania, aby można było taki fundusz stworzyć i ścigać ojców, którzy nie łożą na utrzymanie dziecka. Teraz mamy już uregulowania prawne, ale państwo ma coraz mniej pieniędzy, i w praktyce wracamy do tego, co było kiedyś...
Bogna: A więc stare wzorce wyrastają często z sytuacji prawnej, społecznej i ekonomicznej kobiet. Myślę, że to bardzo ważne, żeby o tym pamiętać. Inaczej łatwo można patologizować kobiety jako niewystarczająco niezależne. A tymczasem one muszą przede wszystkim przetrwać.

Przyszłość rodziny / Jakie będzie życie naszych dzieci


Bogna: Dla mnie osobiście najważniejszym powodem, by mówić o kobietach i mężczyznach są wzorce relacji - wzorce, które tak szybko się zmieniają. Upadają tradycyjne role "mężczyzny" i "kobiety" - i wywołuje to we mnie mnóstwo różnych emocji. Czasem po prostu się boję i zastanawiam się, co się stanie z dziećmi, jeśli zburzymy stare bezpieczne struktury, nie wiedząc jeszcze, jak zbudować nowe. Z drugiej strony czasami fascynuje mnie to i zachwyca, wydaje mi się, że tyle jest teraz ) miejsca na kreatywność i śnienie. Czuję ulgę myśląc o dzieciach i dorosłych, którzy mają teraz więcej swobody i mogą porzucić dręczące nas dotąd struktury.
Wydaje się, że to niesamowita szansa: mam nadzieję, że wyłonią się jakieś nowe wzorce bycia razem.
Ursula: Ale to wszystko dzieje się tak szybko! Tak szybkie zmiany w dziedzinie ról i płci to chyba największy eksperyment kilku ostatnich stuleci.
To właśnie teraz wielu ludzi nie mieści się już w tradycyjnym systemie rodzinnym. W Szwajcarii odsetek rozwodów wynosi 40%, a wielu rodziców, zwłaszcza matek, wychowuje swoje dzieci samotnie. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie troszczymy się o zaspokojenie ich potrzeb, dlaczego nie znajdujemy nowych dróg.
Bogna: Zastanawiam się nad "systemem bezpieczeństwa" dla dzieci. One muszą dorastać w systemie, w którym czują się bezpieczne. Ta część mnie, która opowiada się po stronie tradycyjnego systemu rodzinnego to ta sama część, która sądzi, że jest on w dzisiejszym społeczeństwie jedynym, w którym dzieci czują się bezpieczne. Ale wiem także, że to nie natura ukształtowała ten system raz na zawsze, a że po części uczynił to patriarchat.
Ursula: Tak, widać to nawet w tym, jak buduje się miasta - pomija się przy tym potrzeby dzieci, wychowujących je matek i społeczeństwa jako wspólnoty.
Bogna: Ale jeśli zniszczenie struktury rodzinnej sprawia, że dzieci gubią się w chaosie, to ja nie chcę tego wspierać!
Może jednak trzeba nam jakiegoś innego rodzaju bezpieczeństwa. Po pierwsze myślę o większej świadomości. Sto lat psychoterapii sprawiło, że jesteśmy teraz bardziej świadomi rodzicielskiej siły i tego, jak wiele nadużyć spotkało większość z nas w dzieciństwie. Podważa się autorytarny sposób pełnienia roli rodzica. Wciąż jednak ciągnie nas do tego, co znamy, do jasnej struktury, do stabilności. Więc czasem tak sobie myślę, że może zarówno dzieciom, jak i dorosłym potrzebne jest inne pojmowanie "bezpieczeństwa". Pewna podstawowa stabilność i porządek są niewątpliwie potrzebne, ale jednocześnie myślę, że prawdziwe zagrożenie tkwi w utracie naszej autentycznej energii. A najbardziej zagrażający tryb życia to bezczynne siedzenie przed telewizorem - bo właśnie coś takiego wysysa z nas energię i stoi w sprzeczności z pewnymi podstawowymi potrzebami, z ciekawością świata i kreatywnością. W mojej fantazji pojęcie zabezpieczenia społecznego czy bezpieczeństwa mieści więc w sobie wzrost i rozwój. Przyjmując je, moglibyśmy stworzyć nowe systemy bezpieczeństwa, które by to uwzględniał....
Ursula: Jakie to piękne!
Bogna: Nasze pojmowanie bezpieczeństwa socjalnego czy bezpieczeństwa w ogóle opiera się przede wszystkim na stanach. Jest to myślenie zorientowane na stan. Czujemy się bezpiecznie, jeśli wszystko trwa w bezruchu. To tak jak wtedy, gdy uczymy się jeździć na nartach. Kiedy zaczynamy, to czujemy się bezpiecznie w tych momentach, gdy udaje nam się stanąć. Dopiero po jakimś czasie bycie w ruchu staje się przyjemnością. Nie wiem, może powinniśmy więcej się uczyć od dzieci, które po prostu podążają za tym, co się pojawia. Potrzebują też powtarzających się wzorców, proszą żebyśmy po tysiąc razy opowiadali im tę samą bajkę, ale też bardzo często pozwalają na to, żeby kierowała nimi ciekawość świata...
Ursula: To co mówisz, otwiera przestrzeń dla wielu nowych idei. Bardzo mi się podoba twoja kreatywność.

Oparcie dla kobiet / jak kobiety mogą sobie nawzajem pomagać / w jaki sposób przeszkadzamy sobie nawzajem w rozwoju


Bogna: Moja przyjaciółka Hania Wieloch, o której już wcześniej wspominałam, mówi, że kiedy kobieta wychodzi za mąż lub wchodzi w stały związek, to to jest w jej życiu jakiś magiczny moment. Do tego momentu kobiety są w pewnym sensie wolne - mogą się rozwijać, uczyć, prowadzić życie towarzyskie. Wspieramy się nawzajem, wiążą nas głębokie przyjaźnie. W momencie wyjścia za mąż coś się zmienia. Pojawia się oczekiwanie, że nasze małżeństwo będzie udane, inaczej okaże się, że jesteśmy przegrane... Powoli odcinamy się od naszych matek, sióstr i przyjaciółek. Nawet jeśli się spotykamy, to nie jesteśmy już wobec siebie tak otwarte.
Ursula: Chyba coś ukrywamy...
Bogna: Coś ukrywamy, pokazujemy jakąś inną twarz...
Ursula: No właśnie. Myślę o dwóch aspektach tego, co się wtedy dzieje. Po pierwsze, w takim momencie zmieniasz system dający ci wsparcie. Po to aby czuć się bezpiecznie, trzeba mieć jakiś rodzaj wsparcia społecznego, jakiś system , do którego się należy. A w naszym społeczeństwie jest tak, że kiedy wchodzisz w trwały związek, zaczynasz należeć do innego systemu niż przedtem. A więc najbardziej zainteresowana jesteś tym, aby ten nowy system działał.
Bogna: I czasem działa i może być pięknie, ale czasem staje się pułapką...
Ursula: Tak. A więc biorąc pod uwagę ten aspekt sprawy należałoby... no, nie mogę powiedzieć "zdewaluować", ale jakoś zmniejszyć społeczną wagę małżeństwa. Myślę, że małżeństwo to piękna rzecz, ja sama jestem mężatką od 29 lat, ale myślę, że po to, by ludzie mieli szansę dokonać jakiegoś swojego przewrotu, trzeba dać im możliwość, by mogli się rozstać, nie ponosząc przy tym tak dotkliwej kary.
W Szwajcarii mamy teraz na przykład system podzielonej emerytury. Dotąd kobietom w pewnym wieku trudno było rozstać z mężem, bo wtedy traciła prawo do połowy emerytury.
Myślę też o innym aspekcie - ja osobiście staram się, by nie wszędzie i nie zawsze być spostrzeganą jako "para".
Bogna: By nie tylko "pary" były ważne i znaczące... Sprawa, którą poruszyłaś wcześniej, to problemy finansowe. W Polsce czasami ludzie wciąż są razem, bo rozstając się po prostu nie mieliby dokąd się wyprowadzić. A z drugiej strony małżeństwo daje też wyższy status. Wciąż jeszcze kobieta niezamężna to "coś gorszego"...
Ursula: Myślę, że mężczyźni są nadal źródłem utrzymania. Musi to mieć coś wspólnego z aspektem ekonomicznym. Jeśli kręci się gdzieś blisko samotny mężczyzna, to dobrze, bo jakiejś mojej przyjaciółce może się on spodobać i może wyjdzie za niego za mąż. Ale kiedy pojawia się jakaś niezamężna kobieta, to może ona być moją rywalką, może się jej spodobać mój mąż... Więc dokładamy się do tego i my, kobiety. Nie czujemy się bezpieczne w społeczeństwie. Inna sprawa to to, że status kobiety zmienia się, kiedy wychodzi ona za mąż. Widać to również w społecznościach rdzennych mieszkańców różnych regionów świata. Te rytuały przejścia - po ślubie już nie jesteś tą samą osobą. To cię naprawdę zmienia.
Bogna: Wygląda na to, że ta przemiana jest naprawdę potrzebna, ale w pewnym sensie inni są za sprawą tej przemiany, tych rytuałów poniżani.
Ursula: Bo nie wszyscy przez nie przechodzą.
Bogna: Więc jeśli się nie przeszło, jest się kimś mniej wartościowym. I to jest znacznie ważniejsze dla kobiet, bo wiele z nas wciąż ma głębokie poczucie, że kobiety są w ogóle "gorsze". Potrzebują więc czegoś z zewnątrz, co dodałoby im wartości. Jak myślisz, w jaki sposób mogłybyśmy się wspierać?
Ursula: Myślę - i dotyczy to wszystkich ludzkich istot - że najbardziej pomocna byłaby wiara w pole, w to, że pole ma swoją mądrość. Nie da się wtedy zapomnieć o innych punktach widzenia, każdy aspekt pola jest też częścią ciebie i na ciebie wpływa.
I jest jeszcze coś. Pamiętam takie ćwiczenie, które kiedyś zrobiłam w jakiejś kobiecej grupie. Myślę, że jest bardzo wspierające to, jak kobiety pracują nad swoimi progami we własnym gronie. I dużym progiem jest wydostanie się z takiej "siostrzanej pułapki". Wiesz, jest w nas taka część, którą naprawdę cieszy się, że możemy być razem, być wśród kobiet, czuć się jak siostry. I jest druga część, która chce się z innymi kobietami konfrontować, mówić coś wprost, jasno i bezpośrednio. I myślę, że w ten sposób mogłybyśmy się naprawdę wspierać. Kobiety są słabe, ponieważ nie wnoszą swojej "negatywności". Myślę więc, że to ważne, by wnieść swój krytycyzm, negatywne uczucia - tak jak wnosimy harmonię.
Bogna: Jeśli mówimy o pracy nad sobą - mam wrażenie, że kobiety znacznie więcej pracują nad przeżytymi nadużyciami, niż mężczyźni nad tym, jak używają swojej siły...
Ursula: Kobiety muszą pracować nad swoimi sprawami, bo mają niższą rangę, a mężczyźni znacznie częściej mogą po prostu być tacy, jacy są. I przestanie tak być dopiero wtedy, gdy zda sobie z tego sprawę wystarczająco dużo ludzi. I kiedy my jako kobiety przestaniemy już mieć ochotę pobłażać mężczyznom. Bo nic się nie zmieni, dopóki każdy mężczyzna będzie mógł znaleźć kobietę, która będzie mu opatrywać rany i przepracowywać jego sprawy. To dobrze, że jest coraz więcej kobiet, które decydują się na konfrontację ze swoimi partnerami. Kiedy chcą związać się z rozwiedzionym mężczyzną, pytają go, czy przepracował swoje sprawy z poprzednią partnerką i czy wie, o co tak naprawdę poszło.
No bo jeśli nie trzeba długo szukać, to po co się zmieniać?

Rozwój psychologii zorientowanej na proces a zagadnienia płci / wojna między mężczyznami a kobietami / mity i psychologia


Bogna: Kiedy patrzysz wstecz, to jak myślisz, czego nauczyłaś się o sprawach między kobietami a mężczyznami w ramach psychologii zorientowaną na proces?
Ursula: Myślę, że muszę tu przeprowadzić pewne rozróżnienie. Z jednej strony, kiedy przypominam sobie początki pracy z procesem, to nie czułam się tu jako kobieta zbytnio wspierana w poszukiwaniu mojej własnej drogi. Przez długi czas byłam jedyną czy prawie jedyną kobietą mającą dzieci i jako matka czułam się opuszczona. Miałam wrażenie, że w tamtych czasach zarówno grupa, jak i teoria niewystarczająco zwracały uwagę na kobiety jako takie, matki czy nawet naturę. Od kilku lat to się zmienia. Mam wrażenie, że kilka nowych perspektyw widzenia tych spraw pojawiło się za sprawą worldworku, zwłaszcza kontaktów z ludźmi innymi niż biali i z rdzennymi kulturami z obszaru całego świata. Ale w tle wciąż jeszcze jest jakaś ostrość w podejściu do tego zagadnienia, nie wiem dokładnie, na czym to polega...
Bogna: Jak też nie umiem tego zdefiniować, ale chyba wiem o czym mówisz
Ursula: Z drugiej strony zawsze dostaję dużo wsparcia jako kobieta, którą jestem. I nikt mnie nie ocenia, nie twierdzi, że moje reakcje są chore; patrzy się tu na ludzi z czysto fenomenologicznego punktu widzenia - w tym właśnie zakochałam się od samego początku. Dla mnie to wciąż najpiękniejsze i przynoszące największą wolność podejście, jakie sobie mogę wyobrazić.
Bogna: Dziękuję, że podzieliłaś się tak osobistymi odczuciami. A jak to jest twoim zdaniem - jakie kwestie się pojawiają i co się zmienia z upływem czasu, gdy podczas seminariów pracy z procesem zajmujemy się tematem kobiety/mężczyźni?
Ursula: Mam tu niewiele doświadczeń, ale widzę, że pojawia się wiele krzywd, cierpienia i bólu wokół tego, w jaki sposób traktuje się kobiety, wokół przemocy, nadużyć takich jak gwałt, wokół rang i przywilejów związanych z płcią. Jest jeszcze mnóstwo nieprzepracowanego bólu i potrzeby zemsty, która wisi w powietrzu. Jeśli udaje się z tym pracować, to przynajmniej możemy poczuć ulgę. Jest to początek przyglądania się temu, co istnieje tak czy inaczej, lecz czym się zwykle otwarcie nie zajmujemy. I uczenia się, jak się tego wszystkiego trochę mniej bać.
Bogna: Arny mówi, że trzecia wojna światowa to będzie wojna między mężczyznami a kobietami.
Ursula: Tak. Ta wojna już się toczy.
Myślę teraz o dwóch procesach grupowych, które odbyły się w Niemczech w ciągu kolejnych dwóch dni. Pierwszego dnia pewien mężczyzna wszedł w swoje pragnienie zemsty tak głęboko, że chciał udusić kobietę. Próbowaliśmy pomóc mu w taki sposób, aby mógł bardzo dokładnie podążać za swoimi impulsami i żeby jednocześnie ochronić kobietę przed niebezpieczeństwem śmierci. To wszystko było bardzo realne i głęboko przerażające.
Następnego dnia, w następnej grupie pewna kobieta stała się w pewnym momencie strasznie cyniczna i zaczęła wyśmiewać uczucia mężczyzny. To było okropne - ujawniła się druga strona tej samej morderczej energii.
Żywimy oczywiście głęboką nadzieję i wiarę, że procesując to, co pojawia się po obu stronach takiej konfrontacji, możemy dotknąć czegoś większego 19:53">- miłości, źródeł życia, Boga, "mądrości grupy", głębokiego poczucia wewnętrznego wzajemnego powiązania (mistrz buddyzmu Thich Nhat Hahn nazywa to coś "Inter-Being").
Bogna: Wiem, że możemy na ten temat jedynie spekulować, ale jak myślisz, skąd to się bierze - to napięcie, ta złość czy "mordercze energie"?
Ursula: Musi to mieć coś wspólnego z opresją. Myślę, że doświadczają jej nawzajem obie strony. Mogę mówić tylko o doświadczeniu. Myślę, że z kobietami to jest tak, że często jest im trudniej w związku z tym, że właśnie są kobietami. Natomiast jeśli chodzi o mężczyzn, to często ma to coś wspólnego z ich matkami -czy z innymi kobietami, babciami, nauczycielkami. Młody mężczyzna doświadcza opresji ze strony takich dorosłych kobiet.
Bardzo ważną dla mnie częścią odkryć Arny'ego jest to, że zemsta jest naprawdę głębokim uczuciem. Dopóki istnieje nieprzeprocesowane cierpienie, dopóty istnieje też chęć zemsty. I to właśnie rozsadza nasze relacje między płciami. Bo jest w nich tak silna chęć zemsty. Kobiety są poniżane i w jakiś subtelny sposób przekazują to samo swoim chłopcom. Chłopcy przez to przechodzą i przekazują to samo swoim żonom. I tak właśnie wygląda historia zemsty między płciami - historia, która nie ma końca.
Mamy więc za sobą całą historię pełną bólu i cierpienia.
Cała ta sprawa ma oprócz tego poziom "archetypalny".
Pamiętam, jak pracowałam kiedyś z pewnym mężczyzną i czułam się tak sparaliżowana jako terapeuta - kobieta, że dla samej siebie nazwałam tę pracę "dramatem archetypów". A potem poszłam na sesję do Arny'ego. Powiedziałam: "Nie wiem, czy kobieta w ogóle może nad tym pracować." A Arny odpowiedział "Nad tym może pracować tylko kobieta". Do dziś pracuję nad tym paradoksem!
Bogna: Chodzi o archetyp, czy też o zawartą w tej sprawie jakąś kwestię kulturową? Kiedy mówisz o archetypie, pojawia się we mnie poczucie bezradności, wiesz, że "tak już musi być"...
Ursula: Powiedzmy, że zjawisko kulturowego śniącego ciała, wiążące się tyleż z kulturą, co kwestiami dotykającymi sedna ludzkiej egzystencji, koncentruje się wokół dwóch różnych typów energii. Niektóre kultury stworzyły w związku z nimi bardzo ciekawe wizerunki: przypomnij sobie te niesamowite indiańskie czy tybetańskie wyobrażenia scen zniszczenia, walki, kopulacji, wzajemnego pożerania się, zapasów i tańca. Trudno nieraz stwierdzić, co dany wizerunek przedstawia: miłość czy nienawiść. Jako chrześcijanie nie mamy zwyczaju włączać w nasze życie tych części boskiego kosmosu. W naszych kościołach obrazy muszą przedstawiać piekło czy mękę, aby ujawnić ten rodzaj energii.
A jakie są twoje doświadczenia w tej dziedzinie? Co pamiętasz z procesów grupowych, w których pojawiały się kwestie, o których tu mówimy?
Bogna: Pojawia się mnóstwo różnych spraw. Mam wrażenie, że w Polsce poziom świadomości wokół problemów kobiety/mężczyźni jest bardzo, bardzo zróżnicowany. Niektórzy ludzie w czasie procesów grupowych dopiero się budzą i zauważają wreszcie, że w ogóle istnieje jakiś problem między mężczyznami i kobietami. Inni potrzebują wejść głębiej i zająć się jakimiś bardziej subtelnymi lub emocjonalnie trudnymi sprawami. Jeszcze inni chcą rozmawiać o niesprawiedliwości społecznej. Często jest więc wokół tego mnóstwo nieporozumień i chaosu.
Jeden proces grupowy pamiętam jednak szczególnie dobrze. W pewnym momencie kobiety zaczęły mówić o swoich sprawach i naprawdę mocno wyrażać emocje. Mężczyźni byli tymi zszokowani i przestraszeni, nie wiedzieli, jak sobie z tym poradzić, ktoś mówił: "Nie daje się nam szansy, żebyśmy mogli zareagować, dajcie nam trochę czasu na reakcję". W kobietach wywołało to straszną wściekłość, mówiły o 2000 lat opresji i o tym, że dawanie czasu już się skończyło...
Ursula: ...a ten, kto dokonuje opresji stał się rolą - duchem, to znaczy, że każda ze stron oskarżała drugą o atak i bycie "opresyjnym", ale żadna z nich nie chce się z tą rolą zidentyfikować.
Bogna: I pojawia się impas. Nie udaje się pójść dalej, odnaleźć poczucia emocjonalnej więzi w grupie.

Energia uczuć / strach i tęsknoty / czy czasem jesteśmy "jak powódź"


Ursula: Kiedy wspomniałaś o emocjonalnej energii kobiet, pomyślałam o Odrze i Wiśle. Odra została uregulowana w o wiele większym stopniu niż Wisła, a powodowane przez nią powodzie są dużo gorsze. Czyż nie jest to znakomity przykład tego, co się dzieje, gdy zbyt mocno kontrolujemy naszą rzekę?
Taka powódź, na przykład wybuch energii, którą zbyt długo "korygowano", może mieć miejsce między mężczyznami a kobietami, dorosłymi a dziećmi, między wszelkiego rodzaju jednostkami i grupami, a także między tymi częściami nas samych, które są lepiej przystosowane lepiej, a tymi, które są przystosowane gorzej. Pomyśl tylko o objawach fizycznych - czasem łatwo jest znaleźć i uświadomić sobie to, co chce się wydarzyć; czasem jednak wybór między tym, co nas "zalewa" (na przykład czymś, co przekracza progi naszej ugruntowanej tożsamości) a rezygnacją z tego czegoś budzi lęk. Arny Mindell pisze o tym w swoich książkach. Pisze o tym, że nieraz śmierć musi się jakoś wiązać z rezygnacją, z poddaniem się
Bogna: Jeśli już mówimy o mężczyznach, kobietach i emocjach - to wydaje się, że kobiety mają pewnego rodzaju siłę emocjonalną. Kiedy ogarniają nas emocje, krzyczymy, płaczemy itd. To duży temat, nie wiem jak o tym mówić. Pod samą powierzchnią tego zagadnienia kryje się fakt, że z jednej strony taka "emocjonalność" bywa często reakcją na nadużycie siły (jak to się dzieje w wielu przypadkach tzw. "histeryczek"). Jesteśmy wtedy niejako zmuszone do tego, by czuć i wyrażać przepełniające nas uczucia. Z drugiej strony, możliwość bycia w kontakcie z w własnymi uczuciami jest też pewnego rodzaju przywilejem. Ryzykując pewną generalizację można powiedzieć, że w naszej kulturze jest to łatwiejsze dla większości kobiet niż większości mężczyzn... "Chłopaki nie płaczą"... Często więc mamy do czynienia z sytuacją podobną, jak w trakcie tego procesu grupowego: kobiety idą za swoimi emocjami, a mężczyźni nie wiedzą, jak na to zareagować, albo używają siły, aby to zdusić lub wyśmiać. Chciałabym mieć większą możliwość przeżywania i wyrażania uczuć, ale chciałabym również, żeby druga strona mogła znaleźć swoją odpowiedź na tę sytuację.
Ursula: Myślę, że moglibyśmy na ten temat metakomunikować. Można modelować odczuwanie i przeżywanie uczuć, ale czemu by nie powiedzieć paru słów, zanim wejdzie się w ten stan? Można tego spróbować z przyjacielem czy przyjaciółką, mówiąc na przykład: "Jesteś moim przyjacielem (moją przyjaciółką), a ja chciałabym poćwiczyć swoją emocjonalność. Czy mógłbyś (mogłabyś) mi przy tym towarzyszyć? Nie mam zamiaru cię zranić."
Pracując z grupą kobiet i mężczyzn zajmujących się biznesem w Berlinie, powiedziałam: "Słuchajcie, to co zrobię będzie bardzo emocjonalne, ale myślę, że muszę to wnieść. Inaczej czułabym się tu na tyle źle, że musiałabym wyjść. Więc jeśli chcecie, żebym została, musicie posłuchać."
Bogna: Jest też coś, co można zrobić potem - coś takiego, żeby zobaczyć, że druga strona też ma jakąś reakcję i że potrzebuje czasu, żeby zareagować, i że to jest w porządku.
Ursula: Zgadza się. To właśnie o tym teraz mówimy - o części, która o tym mówi, chce się nad tym zatrzymać i pracować. O części, która mówi: "Popatrz na to, co się zdarzyło. Chcę o tym mówić. Chcę to wyjaśnić. Już mi przeszło, wyszłam z tego." Z drugiej strony, jeśli naprawdę chcesz wyjść, to ktoś powinien ci na to pozwolić. Możesz potem do tego wrócić i powiedzieć: "Chcę o tym porozmawiać. To było trochę dziwne."
To się czasem zdarza, kiedy pracuję z parami. Kobieta czasem wybucha. I to też jest w porządku.
Bogna: I druga strona też może wtedy powiedzieć: "Nie potrafię w tej chwili zareagować. Po takim wybuchu muszę mieć trochę czasu." Drugiej stronie też to coś daje.
Ursula: Wchodzenie w głąb naszej energii przynosi zazwyczaj ulgę wszystkim, nam samym też. Właściwie wszyscy bardzo to lubią!
Bogna: Masz w sobie taką część, która jest jak powódź?
Ursula: O tak! O ile ją znam, to jest bardzo głośna i radykalna. Nie liczy się z nikim i z niczym. Potrafi zalać całe pomieszczenie i wymieść sporo rzeczy, żeby zrobić więcej wolnej przestrzeni. Potrafi zalać cały mój terminarz i moje relacje... Myślę, że wciąż niewystarczająco mocno stoję po swojej własnej stronie - zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. A jeśli już staję, to za bardzo staram się być politycznie poprawna i nie jest to dla mnie dobre. Ostatnio miałam kilka snów o tej mojej poprawnej stronie - nawpół martwej, bo zbyt poprawnej...
Bogna: Myślę, że jesteśmy pod tym względem do siebie podobne. Ja też często czuję się zbyt style="mso-spacerun: "przystosowana". Jest też we mnie ta druga część, która ma ochotę wybuchnąć, bo "nie pasuje do obrazka". Kiedy wracałam nocą z warsztatów, które odbywały się na terenie objętym wcześniej powodzią, prowadziłam samochód i miałam trudności z utrzymaniem go między liniami wyznaczającymi pas ruchu... To było bardzo dziwne doświadczenie, czułam się jak rzeka, która ma ochotę wylać z brzegów...
Ale pamiętam też sen o tym, że zostałam przez coś zalana - byłam pod wodą (co, jak wiemy, często bywa motywem snów). Bałam się, bo wiedziałam, że mogę utonąć. Lecz w pewnym momencie skądś dostałam pływackie okularki, przez które mogłam patrzeć i poczułam się nagle zupełnie bezpieczna. Myślę więc, że ważne jest by "zbyt mocno nie kontrolować rzeki", ale również to, aby być przytomnym i móc świadomie obserwować to, co się dzieje.

Prawo, przepisy i proces / rola rangi i siły (władzy) / społeczny aspekt nadużyć seksualnych wobec dzieci


Bogna: Dużo mówimy o psychologii, doświadczeniach i uczuciach. Ale "wojna" między mężczyznami a kobietami ma również wyraźny aspekt społeczny. Upraszczając sprawę, powiedzieć można, że obowiązujące u nas prawa i przepisy utrzymują kobietę w jednoznacznie niższej pozycji społecznej. Nie byłybyśmy nawet w stanie wymienić wszystkich obszarów nierówności pomiędzy płciami. Niektóre z nich to płace, emerytury, dostęp do władzy czy "szklany sufit". I nie jest naszym celem wymieniać je wszystkie. Myślę, że byłoby dobrze skoncentrować się na kilku przykładach oraz samym procesie zmian systemów prawnych, prawa i przepisów.
Sam proces dyskusji nad tymi prawami otwiera nam oczy na rzeczy, które się za nimi kryją. Powstają wtedy grupy ludzi, którzy zajmują różne pozycje, dookreślają swoje stanowiska i próbują ich bronić, przy okazji coraz lepiej rozumiejąc, o co im naprawdę chodzi. Przypomina to globalny "proces grupowy" na poziomie społeczeństwa: punkty widzenia ujawniają się i polaryzują, jak to na przykład dzieje się w wielu krajach wokół aborcji. Czasem jednak wygląda to tak, jakby nikt nie słuchał, jakby ten, który słucha, stawał się rolą - duchem...
Ursula: Masz rację. Oczywiście mamy nadzieję, że w świadomości też będą następowały zmiany. Ale nie zapominaj o zagadnieniu władzy. Jak już powiedziałaś, rola tego kto słucha, staje się rolą duchem, a jak wiemy ci, którzy są przy władzy, mogą sobie pozwolić na to, żeby nie słuchać.
Bogna: A więc dyskusje społeczne, dyskusje w mediach czy w parlamencie stają się raczej procesami społecznymi pozbawionymi facylitatora, który byłby świadom różnicy rang...
Ursula: Weźmy przykład ważnego zagadnienia. Skupmy się może na tym, w jaki sposób traktuje się nadużycia seksualne wobec dziewczynek. I tak bardzo dużo się o tym mówi. Ostatnio w Szwajcarii wykryto przypadek nauczyciela, który wyraźnie naruszał nietykalność cielesną swoich uczennic. Wiedziano o nim, kierownictwo szkoły wiedziało, co się dzieje, a jednak nie znalazł się nikt, kto by mu się przeciwstawił. Matka żadnej z uczennic nie zdecydowała się powiedzieć: "Popieram moją córkę, kiedy przeciwstawia się temu mężczyźnie". Był on bowiem popularny i powszechnie znany w miasteczku, miał rodzinę, która ucierpiałaby strasznie, gdyby wszystko wyszło na jaw. Dopiero gdy przyjechała jakaś
matka z innego miasteczka, wszystko się wydało, bo wytoczyła mu sprawę sądową i ujawniono również jego postępki wobec innych dziewczynek. W takich sytuacjach powstaje pytanie, czy nietykalność seksualna dziewczynek jest warta więcej, niż kariera dorosłego człowieka, nauczyciela, który zarabia na życie, utrzymuje rodzinę, jest powszechnie znanym i szanowanym obywatelem, członkiem wielu lokalnych grup i stowarzyszeń. Ludzie zapominają, że tak naprawdę chodzi o to, czy można zgodzić się na to, aby ten człowiek robił to, co robił.
Bogna: Myślę o tym, jak to jest w języku polskim - mamy w nim słowa wskazujące, że to ofiara gwałtu jest tą "złą". Kiedyś zgwałconą dziewicę określano słowem "zhańbiona". Straciła swoją "niewinność", jest więc w pewnym sensie "winna" i warta mniej niż inne.
Ursula: Tak właśnie widziano te sprawy przez bardzo, bardzo długi czas. Może nie we wszystkich kulturach, ale w patriarchalnych tak. Nawet teraz zdarzają mi się klientki, które jako dziewczynki doświadczyły nadużyć seksualnych ze strony ojca czy brata, a ich matki pytają: "czym sobie zasłużyłam na taką córkę?"
Cała sprawa ma również aspekt dotyczący sposobu spostrzegania świata. W wypadku nadużyć wobec dzieci sprawca jest osobą dorosłą i ma przywilej definiowania rzeczywistości. Jeśli ktoś taki mówi: "Ależ to dziecko tego chciało, zachęcało mnie!", to jego sposób spostrzegania i opisywania rzeczywistości ceniony jest wyżej niż to, co widzi i relacjonuje ofiara. Co może zrobić mała dziewczynka? Jest w sytuacji bez wyjścia: widzi, że ten mężczyzna dziwnie oddycha, zmienia się kolor i wyraz jego twarzy, jego głos i to, co mówi. I ona czuje, że coś jest nie tak. Ale jak ona może wesprzeć samą siebie w sytuacji, gdy cała ranga społeczna i związana z percepcją jest po drugiej stronie? Może też nie mieć żadnego innego wzorca postępowania oprócz tego, że dzieci powinny robić to, co każą dorośli - o ile nikt nie powiedział jej i nauczył, żeby ufała własnym zmysłom i mówiła, kiedy czegoś nie rozumie.
Bogna: Zaczęłyśmy tę część naszej rozmowy od sprawy uregulowań prawnych, wiadomo więc, że naprawdę potrzebne są pewne zmiany. Posiadanie niektórych praw jest zupełnie oczywiste, a przecież jeszcze niedawno nie były one zagwarantowane lub nie są do dziś - na przykład prawo wyborcze czy prawo do równego z mężczyznami wynagrodzenia za tę samą pracę...
Ursula: ... prawo by powiedzieć "nie"...
Bogna: Ale z tego nie można zrobić zasady prawnej.
Ursula: Można z tego zrobić zasadę prawną. Można zrobić zasadę prawną z tego, że kobietom wolno głosować. Można zrobić zasadę z tego, że nie wolno gwałcić swojej żony. Całe boje toczono na ten temat w wielu krajach, w Szwajcarii też. Ludzie mówili: "Jak to, co to znaczy, jak to można udowodnić, jeśli jest się małżeństwem, to po prostu trzeba ze sobą sypiać, jak mąż mógłby zgwałcić żonę?" Wiesz, mnóstwo ludzi nawet nie wie, co to znaczy. Myślę więc, że warto rozpocząć dyskusję na temat uregulowań i procedur prawnych. To jest naprawdę ważna część poszerzania świadomości. Nawet jeśli tego nie popierasz, to warto, by to ugłośnić i o to powalczyć. Bo inaczej do ludzi nigdy nie dotrze, że to jest w ogóle jakaś sprawa.
Myślę, że dzięki takim dyskusjom wiele zmieniło się w sprawach dotyczących zjawiska gwałtu. A także kazirodztwa. Bo istnieje pogląd, że dawniej to było naturalne, więc czemu nie miałoby być naturalne i dziś. Jeśli kochasz swoje dzieci, to nikt nie powinien ci zabraniać wchodzenia z nimi w relacje seksualne. Nawet jeśli się z tym nie zgadzasz, to powinno się ujawnić wszystkie istniejące opinie i strony, wysłuchać ich, i dopiero wtedy rozpocząć walkę. Kiedy ludzie zaczynają słuchać, słyszą również cierpienie, które nie ujawniłoby się, gdyby nie zaistniała dyskusja.
Bogna: To szczera prawda. Myślę teraz o przemocy w rodzinie - w Polsce zaczęło się o tym mówić publicznie i w mediach dopiero kilka lat temu! Kiedy słucham ciebie, to zaczynam czuć większą nadzieję na jakieś zmiany, które mogą się zdarzyć w wyniku tych publicznych dyskusji.
Ale mam jeszcze jedno pytanie - obok tych oczywistych nierówności są również różne bardziej subtelne problemy. Jest to jakoś związane z naszymi potrzebami, z tym, że kobiety tak często nie zwracają uwagi na swoje prawdziwe potrzeby...
Ursula: Nie uczy się nas tego. Nie wolno nam.
Zwróćmy też uwagę na to, że bardzo często nie poszłybyśmy na konferencję czy nawet na jakieś większe spotkanie, gdybyśmy chciały zwracać uwagę na każde zachowanie, które jest dla nas poniżające. I chyba nie da się zareagować na wszystko, więc trzeba świadomie zadecydować, na co reagować, a na co nie.
Bo inaczej w ogóle nie byłabyś w stanie na przykład... czy ja wiem... porozmawiać z jakimś ministrem czy zrobić czegoś w tym rodzaju. Po prostu nie można reagować na wszystko - to byłoby kolejne nadużycie, tak oczekiwać od siebie, że będzie się uświadamiało czy edukowało każdego. Musisz się zdecydować, kogo chcesz edukować.

Kilka słów o tytule. Zakończenia i początki.


Bogna: Myślę o tym, jak zmagałyśmy się z tytułem. I jak nam nie pasowało "O mężczyznach i kobietach".
Ursula: Tak. Coś tu nie pasuje, kiedy mówimy, że to o mężczyznach i kobietach... Tworzy to jakiś ostry podział. Pamiętam mój warsztat na temat relacji między mężczyznami a kobietami, w Warszawie, w trakcie Konferencji Psychologii Transpersonalnej w 1997.
Zmieniłam tytuł warsztatu, bo chciał w nim wziąć udział także mój przyjaciel, Lane Ayre, więc nie mogłam zrobić wyłącznie kobiecej grupy. Ludziom bardzo się podobało i dostałam dobry feedback. Pod koniec pewna lesbijka zapytała, czemu mówimy tylko o relacjach heteroseksualnych. Próbowałam uwzględnić jednego swojego przyjaciela, a tym samym wykluczyłam inną osobę... Podziały istnieją i warto zwracać na nie uwagę - z drugiej jednak strony jesteśmy przecież wszyscy częściami tego samego pola, którym staramy się zająć jako "całością".
Bogna: Dotykałyśmy tutaj kwestii między kobietami a mężczyznami, mówiłyśmy o męskich i kobiecych sposobach działania, o tym, że istnieje poziom społeczny, prawny, poruszyłyśmy zagadnienie wzorców charakterystycznych dla naszych kultur i głębokich, niedefiniowalnych zjawisk uczuciowych. O tym wszystkim mówiłyśmy w naszej rozmowie.
Ursula: Z drugiej jednak strony - myślę, że rozmawiałyśmy o mniejszościach. To zabawne, bo przecież kobiety nie są mniejszością ilościową. Mówiłyśmy jednak o poczuciu bycia mniejszością, o tym, że wychowuje się nas w pewien określony sposób.
Bogna: A więc "wojna" między mężczyznami a kobietami to tylko część problemu. Chciałoby się czegoś więcej, czegoś głębszego... Świata, w którym docenia się wszystkie strony, ze wszystkimi ktoś walczy, ale i wszystkie ktoś kocha...
Wydaje się, że zachęcałyśmy Czytelnika nie tylko do tego, by czytał o tych sprawach, ale by również je poczuł. By stanął po stronach, które jej czy jemu zdają się bliskie, lecz także by był świadom czy była świadoma istnienia innych stron. To właśnie chciałyśmy zaproponować.
Dziękuję za czas, jaki poświęciłaś naszej rozmowie, za myśli, zmagania i uczucia, którymi się podzieliłaś.

przekład Beata Wolfram

Bibliografia
Mindell, A. (1982). Dreambody. The Body`s Role in Revealling the Self. Boston, MA: Sigo Press. Wydanie polskie: (1993). Śniące ciało. Rola ciała w odkrywaniu jaźni. Opole: Wydawnictwo "Rebirthing".

Artykuł ten ukazał się ostatnie w książce:
Bogna Szymkiewicz-Kowalska (red.) Po drugiej stronie kłopotów. Psychologia procesu w teorii i praktyce. Wydawnictwo Elders Academy Press.